30-01-2022
30 stycznia nad Polskę nadciągnął potężny niż Nadia. Wieje przez cały dzień jak jasna cholera. Wieczorem trochę wprawdzie osłabło, ale i tak porywy są znaczące. Strach w ogóle przechodzić pod drzewami żeby jaka gałąź na głowę nie spadła.
Magda drugi dzień spędza na zimowisku. Dzwoniła do mnie. Pytałem czy się nie bała wiatru w nocy. Stwierdziła "a skąd, przespałam całą noc". Szczęściara :)
Julka dzisiaj powiedziała "jest mi smutno". Banalna rzecz ale to chyba pierwszy raz, że tak wprost wyraziła swoje emocje za pomocą słów. Fakt, iż było jej smutno, bo zabraliśmy jej dostęp do tableta. Z tymi ekranami coś trzeba zrobić, bo się nam dzieci uzależniły.
Byliśmy też w odwiedzinach u dziadków na Kiełczowie. Pośmialiśmy się trochę i zjedliśmy pyszny obiad. Mamie wyszły rewelacyjne żeberka w miodzie i jeszcze lepsza kapusta zasmażana. Wróciły normalnie wspomnienia z Bułgarii. Oj pojechałby człowiek powygrzewać trochę kości w jakimś ciepłym kurorcie.
Komentarze
Prześlij komentarz